„Jesienna zaduma Księdza Proboszcza ”
Trzecia edycja koncertu księdza Mariusza Siniaka była niezwykle klimatycznym i kameralnym spotkaniem w saloniku ks. Śmietany. Wnętrze starej plebani to zawsze idealnie tworzy przestrzeń do wspólnego przeżywania muzyki i wspomnień.
Choć nazwa wskazywała na jesień, wydarzenie miało w sobie coś z zimowej baśni — Kantorówka została przykryta grubą warstwą śnieżnego puchu, który otulił budynek, nadając mu niemal świąteczną aurę.
Publiczność dopisała wyjątkowo licznie; salonik wypełnił się po brzegi miłośnikami muzyki i sympatykami księdza. W programie znalazło się sześć utworów, przeplatanych krótkimi, nostalgicznymi filmikami. Ksiądz proboszcz – jak to ma w zwyczaju – między piosenkami dodawał także dowcipne komentarze, które rozluźniały atmosferę i wywoływały uśmiechy na twarzach słuchaczy. Dzięki temu wzruszenie przeplatało się ze śmiechem, a wieczór miał lekkość i naturalność spotkania w gronie dobrych znajomych.
Tego wieczoru ksiądz proboszcz nie występował samotnie — wspierał go mały zespół muzyczny:
Ania Gąsior-Gunia – skrzypce i śpiew,
Grzegorz Piękoś – instrumenty klawiszowe,
Albin Gabor – perkusja.
Repertuar był zaskakujący i różnorodny. Pojawiły się polskie przeboje sprzed lat, m.in. „Posłuchaj siebie” Seweryna Krajewskiego. Kolejno wybrzmiały utwory Grzegorza Turnaua, a także nietypowy „duet” Kayah i Michała Bajora — w rzeczywistości wykonany przez naszą Anię Gąsior -Gunię wcielającą się w Kayah, oraz księdza, który naśladował Bajora. Publiczność nagrodziła ich gromkimi brawami.
Druga część koncertu przeniosła słuchaczy w świat klasyki anglojęzycznej. Ksiądz zaśpiewał „My Way” Franka Sinatry, „Everybody Loves Somebody” Deana Martina oraz poruszającą piosenkę Ernesto – „Still Waiting at the Door”. Aby nikt nie czuł się zagubiony w obcojęzycznych tekstach, ksiądz zadbał o to, by na projektorze pojawiał się ich polski przekład, dzięki czemu każdy mógł przeżyć piosenki w pełni.
Po koncercie, oklaskach, gratulacjach i serdecznych słowach proboszcz — w duchu niezmiennej tradycji tego miejsca — zaprosił wszystkich na herbatę. Kantorówka – kiedyś stara plebania – od lat słynie z gościnności, więc i tym razem każdy mógł ogrzać dłonie kubkiem gorącego napoju i wymienić kilka słów z innymi uczestnikami, zanim ruszył w śnieżny, późnowieczorny świat.






